top of page

South Of Europe Once Again - Part Three - Porto

Next stop. Porto.

After several intensive days in the capital of Portugal, I'm heading towards, probably the most touristic spot in the country, the city of Port wine, and a born of Harry Potter idea. Yes, that's right. J.K Rowling concept for this series, of one of the most popular novels, was developed in Porto. I have only found out when I was in the city, reading some of the informations about it, but let's start from the beginning.


In Lisbon, I took a late evening Flixbus connection to Port. This time I paid something like 5 Euro only for the trip. This was the cheapest option for the day, but for me it did not work as planned, and cause me a bit of problems. Let me explain.

The bus departure from Lisbon Oriente around 7.00 PM, and what should get me to Porto, around 10.00 PM. That's according to the schedule, and what also satisfied me, because I could easily make my check-in in the hostel before 11.00 PM, as informed. Not much to worry about, as I had plenty of time to walk 800 meters from the bus station to my accommodation.

Unfortunately, there was a wildfire and what forced the road to be blocked, and additional two hours of drive.

Arriving after 12.00 PM was a bit more problematic. Super rush at night to the hostel, because I was being late for the check-in, and not really knowing where to go, as my Google Maps direction did not function as it should in the alleys, was a massive stress.

800 meters become 2 km run through up and down hills of Porto city on Friday night. On top of it, I was approached every minute, or two, by some crooks offering me white magic party powders. I was unbelievably pissed off, I have to say. Once again, I do not recommend to anyone to arrive in any new city at night, in later hours. Things become more complicated usually, and if you want to just save a few coins for this, try the more expensive option and ordinary arriving time. You might end up spending a bit more, but it will save you on unnecessary problems. We learn by mistakes, apparently.


When I finally found my hostel, I have noticed that it was located just on the corner, by the busiest nightlife streets in the city. Not recommended, if you would like to slip at night.

I manage to check-in and went to slip, kind off, in the full dorm, but happy that I did not have been forced to search for another accommodation at night.


Saturday sunny morning was pretty interesting and I even felt well refreshed with my slip, surprisingly. Most probably all this stress and effort made me slip easier. With headphones plugs in ears, but worked fine.

Porto city in the morning sunshine looked much more pleasant than the night version. Soon I was ready, I went for breakfast and some local explorations.


Classic timber stairway in hostel.



Pictures from Porto.


My breakfast is usually light and contains banana and yoghurt, often additional waking up espresso. During travels, it's usually a local food store option, but the city of Porto has a huge gap when it comes to this aspect. Most probably because of the tourist and business related to this sector, and the nearest store I could find on the map, was way beyond the central zone of the city. Not much to complain from the tourist perspective, because you are always able to see a bit more than those touristic cherries.


City of Porto it's also located on the hills, and the roads and paths are even more demanding than in Lisbon. Up and down the hills could be challenging for sightseeing. Nevertheless, most of the attractions are nearby and located by the harbour, where you can find a great view of the city, numerous bars and restaurants, as well as many Port brands. If you will ever try to understand, what are those adverts on the buildings with names, SANDEMAN, GRAHAM'S, CALEM, KOPKE, TYLOR, TAWNY, and many more, than those are the brand names of Port distillers. Yes, they do not have too many Portuguese names, and that's due to the fact, that way back most the Port distillers were sold, or distribution dependable, on the British, Irish, German, and Dutch companies.

This is also probably the reason why you can have a feeling in Porto being less in Portugal, but more like in Scotland, or something. At least that was my impression, which not only came from this miserable grey architecture in some parts of the city, but probably to the all business influences inhabited in this city space. This city vibe it's completely different from Lisbon.


View at Porto.

View at Luis I bridge.

Crossing the famous Luis I bridge, constructed by Theophile Seyrig, one of the students, and at later stage a business partner, of Gustave Eiffel, with all the respect to their names and this huge structure, I had a feeling that this bridge will fall apart. Walking only on the lower deck, you can spot large holes from corrosion, which seams to consuming this bridge with a good appetite. Very unsafe feeling, and I hope that the city of Porto will try to work it out soon to maintain this historical structure, and hopefully prevent unnecessary catastrophe.

You can also walk on the top deck, 170 meters above, but I did not found enough courage.

From the top hill, you will also have a great and safe view on city panorama. Highly recommended for romantic sunset.


View at Porto and Luis I bridge.

If you travel to Porto to have a drink out weekend, than this city would not be the cheapest options.


Picture gallery from Porto.

Here you can also watch my video clip from Porto, created as a part of my learning in videography and video editing.

 



Następny przystanek. Porto. Po kilku intensywnych dniach w stolicy Portugalii, kieruję się do prawdopodobnie najbardziej turystycznego miejsca w kraju, czyli miasta wina porto i miejsca zrodzenia pomysłu do Harry'ego Pottera. Tak, to prawda. Koncepcja J.K Rowling dla tej serii, jednej z najpopularniejszych współczesnych powieści, została opracowana właśnie w Porto. Dowiedziałem się o tym dopiero gdy byłem już w mieście, czytając niektóre informacje na ten temat, ale zacznijmy od początku.


W Lizbonie wybrałem późnym wieczorem połączenie Flixbus do Porto. Tym razem zapłaciłem tylko 5 euro za podróż. To była najtańsza opcja na dzień, ale dla mnie nie zadziałała zgodnie z planem i sprawiła mi trochę problemów. Pozwólcie mi wyjaśnić.

Odjazd autobusu z Lizbony Oriente miałem około 19.00, a co powinno też mnie dostawić do Porto, około 22.00. To było zgodne z harmonogramem, a co też mnie zadowalało, ponieważ mogłem łatwo zameldować się w hostelu jeszcze przed godziną 23:00, tak jak uzgadniałem. Nie mogłem się też zbytnio czym martwić, ponieważ miałem dość dużo czasu, aby przejść 800 metrów od dworca autobusowego do mojego zakwaterowania.

Niestety po drodze zaskoczył nas dziki pożar, który wybuchł na trasie, a co również spowodowało zablokowanie drogi i dodatkowe dwie godziny jazdy.

Przybycie po 12.00 było już nieco bardziej problematyczne. Super pośpiech w nocy do hostelu, ponieważ byłem już dość sporo spóźniony na rejestrację, nie bardzo też wiedząc gdzie się mam udać, ponieważ mój poradnik w Mapach Google nie działał tak jak powinien w tych małych zaułkach ulic Porto, i był to dodatkowy ogromny stres. 800 metrów przekształciło się w ponad 2 km, w górę i w dół wzgórzy miasta Porto w piątkową noc. Jakby tego było mało, co minutę lub i dwie, zaczepiały mnie na ulicy jakieś szare rzezimieszki oferujący białe magiczne imprezowe proszki.

Byłem niesamowicie wkurzony, muszę powiedzieć.


Po raz kolejny nie polecam nikomu przyjazdu do nowego miasta w nocy, czy też i o późniejszych godzinach. Sprawy zwykle stają się bardziej skomplikowane, a jeśli chcecie sobie zaoszczędzić na tym jedynie kilka monet, wybierajcie tą droższą opcję i zwykły czas przybycia. Być może wydacie trochę więcej, ale pozwoli wam zaoszczędzić na różnorodnych niepotrzebnych problemach. Najwyraźniej uczymy na błędach, a przynajmniej powinniśmy.


Kiedy już w końcu znalazłem mój hostel, zauważyłem też, że znajdował się on tuż za rogiem, przy najbardziej ruchliwych ulicach nocnego życia w mieście Porto. Z pewnością nie jest to też zalecane, jeśli chce się spokojnie spać się w nocy. Udało mi się jednak zasnąć bez większego problemu, ciesząc się też z faktu, że nie byłem zmuszony szukać w nocy innego zakwaterowania.


Sobotni i słoneczny poranek był już trochę bardziej interesujący, muszę przyznać. A co było też zaskakujące, czułem się nawet dobrze wyspany. Najprawdopodobniej cały ten skumulowany stres i wysiłek, ułatwiły mi szybki sen. Może i z wpiętymi słuchawkami w uszy, ale przynajmniej działało jak powinno. Miasto Porto w porannym słońcu wyglądało już o wiele przyjemniej, niżeli ta wersja nocna. Kiedy już się trochę ogarnąłem i byłem gotowy do dnia, poszedłem na śniadanie i drobne lokalne zwiedzanie w okolicy.


Klasyczna architektura schodów w hostelu w Porto.



Zdjęcia z centrum Porto.

Moje śniadanie jest zwykle lekkie i zawiera banan i jogurt, często też i dodatkowe budzenie espresso. Podczas podróży jest to zwykle tylko lokalny sklep spożywczy, ale miasto Porto ma ogromną lukę, jeśli chodzi o ten aspekt. Najprawdopodobniej z powodu turystyki oraz i biznesu związanego z tym sektorem, bo najbliższy sklep, który mogłem znaleźć na mapie, znajdował się dość daleko poza centralną strefą miasta. Z turystycznego punktu widzenia nie ma na co narzekać, ponieważ zawsze można zobaczyć coś więcej, niżeli te wiśnie turystyczne.


Miasto Porto leży również na wzgórzach, a drogi i ścieżki są tutaj jeszcze bardziej wymagające niż w Lizbonie. Strome wzgórza mogą stanowić też dość spore wyzwanie podczas zwiedzania. Niemniej jednak, większość atrakcji znajduje się w pobliżu centrum i przy porcie, skąd też roztacza się wspaniały widok na miasto. Są tam liczne bary i restauracje, a także i wiele marek Port.

Jeśli będziecie się też starać zrozumieć, czym są te wszelakie reklamy na budynkach, o nazwach takich jak: SANDEMAN, GRAHAM'S, CALEM, KOPKE, TYLOR, TAWNY, i wiele innych, to są to nazwy handlowe destylarni Port. Tak, może nie mają też za bardzo portugalskich nazw, ale to tylko dlatego, że większość destylarni portowych została sprzedana, lub też była zależna od dystrybucji firm z krajów brytyjskich, irlandzkich, niemieckich jak i holenderskich. Czemu? Nie pytajcie, bo nie wiem. Biznes. Jest to prawdopodobnie również i powód, dla którego możesz czuć się w Porto trochę mniej jak w Portugalii, ale bardziej jak w Szkocji, czy też i coś w tym rodzaju. Przynajmniej takie było moje wrażenie, a które wywodziło się nie tylko z tej nędznej szarej wyspiarskiej architektury w niektórych częściach miasta, ale też i prawdopodobnie z wpływów o charakterze biznesowym zamieszkałych w tej przestrzeni miasta. Klimat miasta Porto jest zupełnie inny niżeli Lizbony, i to da się odczuć.


Widok na Porto.

Widok na most Luis I.




Przekraczanie słynnego mostu Luis I, zbudowanego przez Teofila Seyriga, jednego ze studentów, a później też i partnera biznesowego Gustave'a Eiffla, z całym szacunkiem do ich nazw i tej ogromnej konstrukcji, ale miałem wrażenie, że ten most się rozpadnie i nie należało do śmiałych.

Spacerując tylko po dolnym pokładzie, można dostrzec duże dziury po korozji, a która obficie konsumuje most z dobrym apetytem. Bardzo niebezpieczne uczucie i mam nadzieję, że miasto Porto wkrótce spróbuje to wypracować, aby zachować tę historyczną strukturę, jak i mam też nadzieję, że zapobiegnie to niepotrzebnej katastrofie.

Możecie także pochodzić na górnym pokładzie, 170 metrów powyżej, ale ja nie miałem dość odwagi. Wam też nie radzę. Ze szczytu wzgórza natomiast roztacza się wspaniały i bezpieczny widok na panoramę miasta. Wysoce polecane miejsce na zachód słońca.


Widok na Porto i most Luis I.


Jeśli wybieracie się do Porto na łykendową popijawę to nie jest to najtańsze miejsce do takich wojaży.



Galeria zdjęć z Porto.



Możecie również obejrzeć mój video klip z Porto, który powstał podczas nauki videografii i video edycji.




Poniżej także mój video vlog z podróży po Porto.




Featured Posts

 Balonfoto

 beautiful pictures from important moments  
bottom of page